czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 3

W końcu zajęliśmy miejsce przy stoliku.
- Chcecie coś państwo zamówić - kelnerka podała nam karty.
- Ja na razie sok pomarańczowy - odrzekłam.
- Ja małe cappucino - dodał Jochen.
Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Mogłam się domyśleć, że to o to będzie chodzić.
- Karolinka, czy mamy jakieś... no wiesz, szanse? - zapytał.
I w tym momencie coś się we mnie zatrzymało. To, co miałam mu powiedzieć, przestało mieć znaczenie. Nie miałam serca mu tego powiedzieć. Moje serce go dalej... kochało? Rozum nie potrafił wybaczyć jego zdrady z byłą koleżanką. A ja, przyznaję, znacznie częściej korzystam z rozumu w kwestiach miłości. Teraz poczułam, że nadszedł czas, by w końcu serce miało pole do popisu. Nie byłam jednak na to gotowa akurat w tym momencie.
- Jochen... ja, ja muszę się zastanowić. W moim życiu aktualnie panuje totalny rozpierdziel, ciężko mi jest zaaklimatyzować tu na nowo. Rafał zaskoczył mnie tym wyjazdem. To, że w ogóle tak szybko dostałam pracę w klubie to cud. Poza tym... Ja nie zapomnę o tym, co wydarzyło się z Kaśką, zawsze to będzie gdzieś siedziało. Zrozum, mi jest ciężko - w moim oku rozbłysła jedna łza.
- Widzę, że to wszystko Cię przytłacza. Pomogę Ci, jeśli tylko będziesz tego potrzebować. Nie zostawię Cię, daj sobie pomóc. A tego, co zrobiłem, będę żałował do końca życia. Tak bardzo chcę być blisko Ciebie. Wiem jednak, że wszystko spieprzyłem - po chwili znalazłam się w jego ramionach.
I wtedy zrozumiałam, że go nie wymażę i nie powiem mu, żeby dał mi spokój. Nie, nie chodzi o miłość. Mimo, że gdzieś się tli.
Poszliśmy do samochodu. Było zimno, więc On nieustannie mnie obejmował. Krępowało mnie to, zwłaszcza, że jeszcze rok temu mimo jego usilnych prób podczas meczów z Effectorem nie odzywałam się do niego. Spokorniałam? Nie wiem.
Przez pierwsze pięć minut jazdy milczeliśmy i tylko zerkaliśmy na siebie. To była piękna cisza. Bezpieczna, nie oznaczająca nic złego. Później zaczęliśmy rozmawiać o tym, co działo się przez te ponad dwa lata, podczas których się nie widzieliśmy. Swoją drogą, dobry detoks. Szczera rozmowa przydała nam się.
Nawet się nie spostrzegliśmy, kiedy byliśmy już na miejscu.
- Do jutra - szepnął Jochen i musnął moje wargi z zaskoczenia. Nie opierałam mu się.
- Do jutra - na moich ustach rozbłysł uśmiech i poszłam w kierunku drzwi bloku.
Czekało mnie jeszcze pokonanie schodów, co zrobiłam szybko i od razu skierowałam się ku drzwiom. Weszłam do mieszkania. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam Ciebie siedzącego przed telewizorem.
- A ty jeszcze nie na randce? - zapytałam.
- Nie wyszła. W ogóle się nie rozumiemy - przyznałeś smutno.
I wtedy pomyślałam o tym, że mógłbyś się umówić z Olą, która pracuje razem ze mną jako fizjoterapeutka. Dziewczyna charakterem jest taka sama jak Ty.
- A Tobie jak minęła randka? - uśmiechnąłeś się.
- Po pierwsze: nie randka, po drugie: nie wiem, bo nie powiedziałam tego, co miałam powiedzieć. A po trzecie: rozważ spotkanie z fizjoterapeutką Olą - zaśmiałam się.
Zaczerwieniłeś się. Zdarza Ci się to raz na bardzo długi czas. Wtedy już czułam, że Olka siedzi w Twoim sercu.
Moje przypuszczenia potwierdziłeś podczas naszej nocnej rozmowy. Nie od razu - na początku kręciłeś, że  czujesz do niej sympatię taką typowo przyjacielską. Jednak później się poddałeś i wyszło na to, że spotkaniem z Igą chciałeś zabić czas. Powiedziałeś, że powinnam walczyć o Jochena, bo widzisz, że go kocham. Nie umiałam. Zadra o imieniu Katarzyna w części została.
______________________________________________________________________________
Nie za bardzo przesłodzony?
Dopiero angina przerwała moje szkolne katusze. ;)

1 komentarz:

  1. Nieee przeslodzony na pewno nie jest. Opisy są oszczędne dość, ale oddają sedno sprawy. Mam zastrzeżenia jedynie do długości rozdziału :P Napisalabym więcej, ale JOCHEN <3

    OdpowiedzUsuń