- Karolino, słyszałem, że nie jesteś fizjoterapeutką w Kielcach - zaczął trener Kowal.
- No jak mam być, skoro przeprowadziłam się tutaj - zaśmiałam się. Ty patrzyłeś z politowaniem na trenera.
- No tak - nieco się speszył - Czy chciałabyś może być tutaj drugą fizjoterapeutką? Druga fizjoterapeutka jest nam potrzebna, by być w gotowości w razie jakiś kontuzji czy przeciążeń - cały trener! Wszystko dokładnie mi wytłumaczył.
Spojrzałam na Ciebie, a Ty tylko kiwnąłeś twierdząco głową.
- Tak, bardzo chętnie - uśmiechnęłam się.
- Więc zapraszam do prezesa, by załatwić wszystkie formalności - wyszczerzył się trener Kowal i zaprowadził mnie do gabinetu prezesa Panka. A tam już poszło z górki i byłam już oficjalnie fizjoterapeutką Asseco Resovii Rzeszów.
Do domu wróciliśmy w doskonałych humorach. W końcu zaczęłam się zadomawiać się od nowa w Rzeszowie. Była jednak jedna przeszkoda. On. Sprawił, że nigdy o nim nie zapomnę.
- Gdzie idziesz? - zdziwiłam się widząc Ciebie szykującego się.
- Na randkę - uśmiechnąłeś się.
- Czemu nic o tym nie wiem?
- Bo dopiero dzisiaj udało mi się to potwierdzić.
- A z kim idziesz? - pytałam bez wytchnienia.
- Z taką Igą - uśmiechnąłeś się.
- Z tą panią statystyk? - zaczęłam się śmiać.
- Dokładnie. A ty też gdzieś chyba wychodzisz - spojrzałeś na mnie.
- Przejrzałeś mnie. Wychodzę z Jochenem. Chcę mu raz na zawsze powiedzieć, że nie ma szans, byśmy byli razem - powiedziałam.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? Chcesz go wymazać z życia? Przecież widzę, że nadal coś do niego czujesz - zapytałeś.
- Nie wiem. Ale chcę się w końcu uwolnić - odrzekłam.
- Trzymaj się i uważaj. Ja wychodzę - przytuliłeś mnie lekko - Pa i miłej randki.
- Pa i powodzenia. I to nie jest żadna randka - krzyknęłam na odchodne.
Poszłam do łazienki doprowadzić się do porządku. Strój wybrałam już wcześniej, także bez stresu mogłam się szykować. Założyłam na nogi baleriny, wzięłam moją torebkę i otworzyłam drzwi. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam... Jochena.
- Pomyślałem, że po Panią przyjadę - powiedział elegancko.
- Hmm. No dobrze, panie Schops, pojadę z Panem - podałam mu rękę i poszliśmy do samochodu.
Włączył radio i zaczął śpiewać piosenki, nawet te polskie. Zawsze mnie to u niego śmieszyło.
- "A wszystko to, bo Ciebie kocham" - śpiewał łamaną, ale uroczą polszczyzną.
- Ty dalej nie umiesz śpiewać - dusiłam się ze śmiechu.
- A chcesz mnie nauczyć - dojechaliśmy do restauracji. Zadając to pytanie, zbliżył swoją twarz na niebezpieczną, bliską odległość ode mnie.
- Tobie nawet Zapendowska nie pomoże - cmoknęłam go przelotnie w policzek i wyszliśmy z samochodu.
On spojrzał na mnie z tym swoim uśmiechem. A ja ulegałam. Stop, Zarecka, opanuj się. Przecież on Cię skrzywdził.
_________________________________________________________________________________
Gimbaza to jednak straszna rzecz. :D
Do tego wiecznie przeziębiona. ;(
Dziękuję Bogu za taką rzecz, jaką są rekolekcje. :D chociaż w takie dni cały czas szkolny kończy się o 12. xD
Ej no, to było stanowczo za krótkie. I narobilas mi smaka na dalsze rozdziały... Chce wiedzieć koniecznie jak przebiegnie ich dalsze spotkanie mam nadzieję, ze nie powie Jochenowi tego co chciała powiedzieć,bo tego nie zniose :( no i kibicuj drugiej parze, tj Rafałowi i Idze :P pozdrawiam :P
OdpowiedzUsuń