Wróciłeś z randki nad ranem, co mnie trochę zdziwiło. Z tego co pamiętam zwykle wracałeś około północy. To świadczyło o tym, że z nią się dogadujesz i może w końcu znalazłeś kogoś, kto charakterem jest podobny do Ciebie.
Czułam, że Jochen mnie przytula do siebie. Mój płytki sen powodował, że słyszałam to, co dzieje się w mieszkaniu. Czułam również Twoje kroki. Poczochrałeś moje włosy i zwróciłeś się do Niego.
- Możemy porozmawiać? - zapytałeś go.
- Chodź do kuchni - odpowiedział mój nocny towarzysz.
Otworzyłam oczy i zaczęłam nasłuchiwać Waszą rozmowę.
- Kochasz ją? - zapytałeś Go prosto z mostu.
- Kocham, jak nikogo innego - odpowiedział szybko. Łza poleciała mi po policzku. Zrozumiałam wtedy, że nie kłamał. Nie zapomniał. I żałuje tego, co się stało.
- Wiesz... ja z jednej strony jestem za tym, byście byli razem, bo ciągnie was do siebie. Ale z drugiej strony skrzywdziłeś ją. Nawet nie wiesz, jak cierpiała. Nie chcę, by tak było ponownie, rozumiesz? - wyjaśniłem.
- Nie popełnię takiego błędu. Po tym zrozumiałem, że to osoba, z którą chcę być przez resztę życia. Ciężko mi było bez jej uśmiechniętej twarzy w momentach mojego zwątpienia we własne siły. Nie dała mi się poddać. To za wielki skarb dla mnie - powiedział Jochen. To co mówił wydawało się mi się szczerze... i ten charakterystyczny błysk w oczach. Miał taki zawsze, gdy mówił o czymś ważnym. Więc on mnie naprawdę kocha.
- Cieszę się, w takim razie będę Wam kibicował. Jest dla mnie jak siostra, więc jeżeli ją skrzywdzisz, będziesz miał ze mną do czynienia - ostrzegłeś go. Następnie poklepałeś go przyjacielsko po plecach.
- Jochen, przyjdziesz tu? - zapytałam cicho.
- Tak? - położył się obok mnie.
- Czy to co mówiłeś Rafałowi to prawda? Nie kłamałeś, no nie? - zapytałam z nadzieją.
- Nie, nie kłamałem. W takich kwestiach nigdy nie kłamię. Kocham Cię - powiedział i mocno mnie przytulił - A ty?
- Ja... ja też - rozkleiłam się. Przez to, że powiedziałam coś, co od dłuższego czasu we mnie siedziało.
- Wróć do mnie. Chcę znów mieć Ciebie blisko - cmoknął mnie w czoło.
- Tylko pomóż mi zapomnieć o przykrej przyszłości - odrzekłam wsłuchując się w jego rytmiczne bicie serca.
- Zrobię wszystko - musnął moje wargi.
- Uuuu, gołąbeczki. Wiedziałem, że nie wytrzymacie długo bez siebie - zacząłeś się śmiać.
- Bardzo śmieszne, braciszku - wyszczerzyłam się.
Nagle zadzwonił telefon. To co usłyszałam, przyprawiło mnie o palpitacje serca.
- Chłopaki, pojedziecie ze mną do szpitala? - zapytałam z niepokojem.
- Co się stało? - zawołaliście równocześnie.
- Stan mojej mamy gwałtownie się pogorszył. Rak kości postępuje, zabrali ją do szpitala. Ona nie może umrzeć, nie może! - załamałam się. Nie wyobrażałam sobie tego, że mogłoby nie być mojej mamy. Osoby, która była silniejsza psychicznie ode mnie. Ona potrafiła się podnieść po tym, co zrobił mój pseudo-ojciec. Ja do tej pory nie potrafiłam.
- Jedziemy! - zgodnie stwierdziliście. Ledwo podałam adres szpitala, w którym leżała.
Obwiniałam się za to wszystko. Nie dzwoniła, ale powinnam to zrobić ja. Moja mama bardzo cierpiała, a ja nic o tym nie wiedziałam. Czułam się jak wyrodna córka. Zrobiła dla mnie tak wiele - ja nie zrobiłam dla niej nic.
Próbowaliście mi wbić do głowy, że to nie moja wina, że taki los. Ale ja czułam, że mogłam wziąć sprawy we własne ręce. Zachowałam się jak mięczak.
Z ciężkim sercem patrzyłam również na Twoją bladą i przerażoną twarz. Była to Twoja "przyszywana" ciocia, którą kochałeś na równi z własną matką. Zawsze mówiłeś, że to jedna z ważniejszych osób w Twoim życiu. Jochen również był mocno zdenerwowany, ale chyba on jako jedyny tego bardzo otwarcie nie pokazywał.
- Cholera, co ta droga tak się dłuży - krzyknęłam pełna złości. Jochen wtedy odwrócił się i ścisnął moją dłoń, jakby na znak tego, że jest ze mną.
Po kilkunastu minutach dotarliśmy do szpitala. Szybko zapytaliśmy o salę, w której leżała moja mama.
Wpadliśmy tam jak rakiety.
- Panie doktorze, co się dzieje z moją mamą? - zapytałam.
- Niestety, kości są coraz słabsze. Przykro mi, ale prawdopodobnie zostało pani mamie od kilku dni do kilku tygodni życia - powiedział z przykrą miną lekarz.
Pamiętasz, zaczęliśmy wtedy równocześnie płakać.
_________________________________________________________________________________
Wiosna nadeszła "z przytupem" - z czego się cieszę. :D
Aż do szkoły nie chcę się chodzić.
Och, jak słooooodkooo <33 Jochen w końcu wyznał jej swoje uczucia, achchch :D I stanowczy, troskliwy Rafał, cieszę się, że między wierszami widac, że i jemu się układa:)
OdpowiedzUsuńAle dlaczego taki nagły, smutny, bardzo smutny zwrot akcji? :( Szkoda kobiety, wez jej nie zabijaj...
I mam nadzieje, że wraz z wiosną przyjada Ci pomysły na kolejne odcinki, bo ja chcę je szyyybciej! :D pozdrawiam:D